Pierwsze pranie Czesława
Czesław jest już poważnym kotem - ma przecież już 9 miesięcy ;)
A mimo tego dziś wrócił do domu utytłany jak nieboskie stworzenie. Wszystkie łapki i podwozie miały sierść posklejaną czymś sztywnym.
Gdyby nie pora roku i pogoda, powiedziałabym, że Czesiu wlazł komuś w podjazd, na którym był wylany beton. Ale nie znam w naszej okolicy nikogo, kto wylewałby beton w rozmoknięty śnieg, w opadach deszczu, więc musiałam odrzucić tę koncepcję. Najwyraźniej Czesław musiał przełazić przez jakąś gliniastą kałużę.
Ziemia u nas składa się w 40% kamieni i 40% z gliny, zatem nie jest trudne, w taką pogodę jak dziś, znaleźć mini-gliniankę.
Cóż było robić - postanowiłam wykąpać Czesława, pierwszy raz w życiu.
Każdy kto zna koty wie, że szczęśliwy to on nie był.
Próbował się wyrwać swojej oprawczyni, ale miałam nad nim przewagę kategorii wagowej i doświadczenia - niejednego wyrywającego się kota kąpałam w życiu ;)
Już wydawało mi się, że przeprowadzę tę operację bez strat w ludziach, ale Czesiu w ostatnim momencie, będąc przenoszonym na ręcznik, jakoś tak odwinął się łapką, że rozorał mi pazurem dziurkę w nosie. No, cóż... sama się prosiłam ;)
A kot, zawinięty w ręcznik, popadł w stupor.
Benek wykazał się z kolei wyjątkową empatią:

Komentarze
Prześlij komentarz