Absolwent
Miałam już w życiu jednego psa. Dawno, dawno temu - niemal ćwierć wieku.
To była znajomość właściwie z przypadku. Koleżanka z pracy poprosiła mnie o przygarnięcie szczeniaka będącego efektem mezaliansu rasowej suczki jej matki z jakimś przypadkowym adoratorem. Akurat mieszkałam w domu z ogrodem, więc nie zastanawiając się przesadnie długo, po skonsultowaniu tego z Ówczesnym - przygarnęliśmy małą suczkę.
Kompletnie nie potrafiłam z nią nawiązać żadnej sensownej relacji. Z jednej strony - ja nie za bardzo miałam pojęcie o psach. Z drugiej strony - nie było chyba wówczas popularne zastanawianie się nad tym, czy pies jest szczęśliwy czy nie. Pies miał ciepło, dach nad głową, pełną miskę, był szczepiony i wysterylizowany - wydawało mi się, że spełniłam swoje zadanie.
23 lata później wszystko było inne. Moja dojrzałość, moja świadomość, świadomość społeczna dotycząca dobrostanu zwierząt.
Kiedy postanowiliśmy, że pojawi się nowy członek Stada i wybraliśmy, że będzie to Border Collie, zdecydowaliśmy się również ze względu na inteligencję tej rasy. I byliśmy świadomi, że inteligencja psa oznacza dla nas sporą odpowiedzialność.
I dlatego, już w 2 tygodnie od chwili, gdy Benek znalazł się u nas w domu, oddaliśmy się w ręce Ośrodka Family Dog. Prowadzą go dwie świetne babki - obie są trenerkami i instruktorkami szkolenia psów, a jedna z nich, dodatkowo - psią behawiorystką.
Krzyś miał z nimi wcześniej kontakt, przy swoich wcześniejszych psach. Dla mnie pójście na takie szkolenie to było coś całkowicie nowego.
Z jednej strony - lubię się uczyć, ale z drugiej strony - był lekki stres. Miałam poczucie, że to będzie też trochę sprawdzenie moich umiejętności, jako opiekuna psa. Szybko zorientowałam się, że zwrot "szkolenie psów" to jest trochę ściema. W większym stopniu jest to szkolenie człowieka, żeby rozumiał psa i umiał z nim budować więź. Ale nikt nas nie oceniał :)
Zaczęliśmy od psiego przedszkola. Tam Benek uczył się kontaktów z innymi psami i podstaw posłuszeństwa. Na początku nie było mu łatwo współżyć z innymi szczeniakami - widać to na zdjęciach z pierwszych zajęć - najczęściej wygląda na nich na wystraszonego (foto - zasoby Family Dog)
Łatwiej przychodziła mu nauka wykonywania poleceń.
Po pięciu spotkaniach przedszkolnych, przyszedł czas na szkolenie z posłuszeństwa.
Skończyły się szczenięce zabawy i gonitwy, została tylko praca.
Tydzień temu nasz młodzieniec, już siedmiomiesięczny, stał się absolwentem kursu, który odpowiada szkoleniu psa towarzyszącego na poziomie pierwszym.
Umie zrobić, na przykład, tak ;)
Dzięki szkoleniom łatwiej przyszło mi zrozumieć naturę Benka, to, że jest psem bardzo inteligentnym, ale wrażliwym. Łatwo się stresuje, a najszybciej stresują go... nasze koty. Dowiedziałam się, że nawet to, w jaki sposób się z nim bawię może ten stres zwiększać lub zmniejszać.
To było dla mnie szczególnie cenne, że raz w tygodniu mogłam powiedzieć:
"Ewa/Danka, mój pies zachował się tak/zrobił to/zareagował w ten sposób. Co o tym sądzisz?"
Benek chyba podchodził do tego bardziej jak do super rozrywki, bo widać było, że chciał chodzić na szkolenia. Nie wiem jak nauczył się rozpoznawać dni tygodnia, ale w sobotnie poranki wyraźnie wiedział i był podekscytowany tym, co go czekało. A w pierwszą sobotę po zakończeniu szkolenia, w porze, o której zwykle wychodziliśmy, sprawiał wrażenie, jakby całym sobą mnie poganiał. "Powinniśmy już wychodzić, a ty nas nie szykujesz!"
Jego zapał do nauki wykorzystam już niedługo - gdy tylko zrobi się cieplej, pójdziemy na następny cykl szkoleń.

Komentarze
Prześlij komentarz