Jak zmęczyć Bordera
Kiedy wybieraliśmy rasę psa, braliśmy również pod uwagę naszą aktywność. Potrzebujemy przyjaciela, może towarzyszyć nam w górach i podczas innych aktywności turystycznych, więc rasy kanapowe postanowiliśmy zostawić tym, którzy lubią spędzać czas na kanapie.
Bardzo szybko zaczęliśmy zabierać Benka na krótkie wypady na inne góry niż Trupielec. Na początku, zgodnie z zaleceniami hodowczyni, od której go przywieźliśmy, trasy - ich długość i stromość - były dopasowane do jego możliwości. Stopniowo, wycieczki robiły się coraz dłuższe. I ani razu nie dało się zauważyć, że wyprawa jest zbyt forsująca dla psa - zawsze miał nad nami przewagę energetyczną :-D Inna sprawa, że dotychczasowe wyjścia to były "spacerki" a nie "wyprawy".
Aż przyszedł czas na wyjście na Koziarza, z Łącka. Cała trasa miała 13 km i było to najdłuższe górskie wyjście w życiu Benka. Na trasie były 2 dość strome podejścia, które nawet nam dały się we znaki - również dlatego, że gdy się nad tym zastanowiliśmy, wyszło nam, że od niemal roku odbywaliśmy same "spacerki" w górach. Najpierw za sprawą przechorowanego covida, a potem - szczeniaka.
Pogoda była świetna, długie odcinki trasy pokonywaliśmy w samotności, więc Benek nie musiał iść na smyczy. Widoki były piękne.
A przy okazji wydało się, że na obecnym etapie 13 km trasy i 600 metrów przewyższenia, to wysiłek, który może zmęczyć ośmiomiesięcznego Bordera.
Przed ostatnim kilometrem mieliśmy postój na picie. Chwila w bezruchu wystarczała, żeby dzieciakowi ślepka zaczęły się zamykać. Pierwszy raz mogłam zobaczyć, że nawet borderową energię można wyczerpać ;)
Zapewne długo nie będzie nam się udawało tak zmęczyć Bordera. Podejrzewam, że już niedługo nawet 20 km nie wystarczy :)
Plan górski, na ten rok, to powrót do tras liczących po 20-30 km, ale przede wszystkim - spanie z psem na trasie :)

Komentarze
Prześlij komentarz